sobota, 15 lipca 2017

Podsumowanie: I ROK

                  Dziś przyszedł czas na podsumowanie pierwszego roku studiów od takiej stricte "naukowej" strony. Powiemy o przedmiotach, zaliczeniach, egzaminach, trochę o sesji i moich własnych przemyśleniach na ten temat. Zapraszam do lektury!

                 Przedmioty jakie w tym roku odbyły się:

SEMESTR ZIMOWY (I)

  • Wprowadzenie do socjologii-wykład
  • Wprowadzenie do psychologii- wykład i ćwiczenia
  • Wprowadzenie do filozofii- wykład
  • Etyka dla pedagoga- konwersatorium
  • Warsztat pracy studenta- ćwiczenia
  • Technologie informacyjne- wykład i ćwiczenia
  • Pedagogika ogólna- wykład i ćwiczenia
  • Biomedyczne podstawy rozwoju i wychowania- wykład i ćwiczenia
             Daje nam to: 12 przedmiotów i 290 godzin zajęć.

SEMESTR LETNI (II)

  • Historia wychowania- wykład i ćwiczenia
  • Metodologia badań społecznych- wykład i ćwiczenia
  • Psychologia społeczna- wykład i ćwiczenia
  • Socjologia wychowania- wykład i ćwiczenia
  • Teoria kształcenia- wykład i ćwiczenia
  • Teoria wychowania- wykład i ćwiczenia
  • Wprowadzenie do edukacji dorosłych- wykład
           Co daje: 13 przedmiotów i 300 godzin zajęć.

                 Oczywiście przedmioty te nie muszą pojawić się na każdej uczelni w tym samym czasie. Ba! One w ogóle mogą się nie pojawić. Dlatego też nie będę ich dokładnie opisywać. Opowiem wam tylko o tych bardziej interesujących lub zwyczajnie w świecie trudniejszych.

                Jeżeli chodzi o pierwszy semestr to wszystko było dla mnie nowe. Na początku nie zwracałam uwagi na przedmioty, a bardziej na cały system panujący na studiach, jak to wszystko przebiega i jak działa. Idziesz na studia i myślisz: "Będę się uczyć tego co chcę! Super!". Tak na prawdę to się mija z prawdą. Większość przedmiotów w pierwszym semestrze to tak zwana "zapchaj dziura"- nic nie wnosi, a trzeba to zdać. Często te przedmioty są nawet cięższe niż te bardziej przydatne na naszym kierunku. Tak jest jednak wszędzie więc się nie przejmuj i po prostu przebrnij przez to.
    W moim wypadku najtrudniejszym egzaminem okazała się psychologia. To był przedmiot, który miał zdecydowanie najwięcej materiału do opanowania i to ciężko przyswajalnego. Mimo to lubiłam psychologię, uczęszczałam na nią w miarę regularnie i robiłam własne notatki, które zdecydowanie pomogły mi w późniejszej nauce- o sposobach nauki do sesji też na pewno pojawi się tu jakiś wpis.
   Zdecydowanie mniej przyjemnie wspominam zajęcia z pedagogiki ogólnej. Kolokwium zaliczeniowe z ćwiczeń skończyło się u mnie klapą i bez poprawki się nie obeszło. Na szczęście tylko ten jeden przedmiot musiałam poprawiać. Z kolei wykłady były całkiem przystępne i rzeczowe. 
   Pozostałe przedmioty nie są tak na prawdę warte głębszych przemyśleń. Zaliczenie ich nie jest piekielnie trudne- no może prócz wprowadzenia do socjologii.

                  Drugi semestr upłynął mi zdecydowanie pod znakiem historii wychowania. Był zdecydowanie bardziej stresujący, męczący i zwyczajnie trudniejszy to przejścia. Było na prawdę nie wiele przedmiotów przed których wynikami byłabym spokojna. Ostatecznie jednak zawsze byłam miło zaskoczona i obyło się bez kampanii wrześniowej, dzięki czemu mogę cieszyć się długimi wakacjami.
    Tak jak wspomniałam- Historia wychowania budziła strach w oczach wszystkich studentów pierwszego roku. Już ćwiczenia, które wymagały systematycznego przygotowywania się do zajęć, były przez niektórych wyklinane. Osobiście lubiłam te ćwiczenia, bo systematyczna nauka zdecydowanie sprzyja późniejszemu kolokwium, a jak wiadomo jak student musi sam siebie przypilnować to zwyczajnie nic nie zrobi. Nie będę kłamać, sporo osób oblało pierwszy termin, bo około 2/3 roku. Drugi poszedł nieco lepiej, ale potem nadszedł czas na egzamin i tu zaczęły się schody. Kiedy słyszysz pierwszy raz na studiach hasło "egzamin ustny" to ciśnienie krwi automatycznie ci podskakuje. Tak też było w moim wypadku. Materiału było tyle, że człowiek uginał się pod ciężarem notatek i książek (których ostatecznie chyba i tak nikt nie przeczytał). Dodatkowo nikt nie uczy się na wykłady systematycznie, więc nauka miesiąc przed była musem. Jeżeli ktoś zaczynał później to zwyczajnie mógł nie zdążyć z ilością materiału, no chyba, że był geniuszem i nie spał całe noce i dnie.
     Czy dużo osób oblało? Sporo. Z tego co się orientuję, to na prawdę dużo. Nie oznacza to jednak, że się nie przygotowali. Można było umieć i nie zdać, od tak, bo egzaminator miał dość po 20 osobach, więc kolejne 20 szło na odstrzał. Dziękuję Bogu, że znajduję się w początkowej części alfabetu.
    Egzamin z teorii wychowania, również ustny, przebiegał w sposób podobny.
    Reszta przedmiotów to była zwyczajna loteria, uda się lub się nie uda, a po każdym kolejnym zdanym egzaminie, miałam ochotę zagrać w grę losową. 


    Pierwszy rok to zdecydowanie rok nowości. Wchodzimy do nowego świata, bo jednak liceum i technikum to całkowicie inna rzeczywistość, o czym na pewno też niedługo opowiem. Niezmiernie się cieszę, że mam to już za sobą, ale wiem, że im dalej w las tym więcej drzew, a to wcale nie oznacza, że będzie lżej. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz