Czas na post z serii "Za co student kocha studia". Uznałam, że to może być dość ciekawe porównanie, szczególnie, że licealiści powielają dość utarte schematy. Wszyscy mówią "Matura to bzdura, będzie sesja to zobaczysz!" Albo "Panie w dziekanacie to jest dopiero zło wcielone" Czas na rozwianie wątpliwości z tych i innych kwestiach.
I. DZIEKANAT VS SEKRETARIAT
Zacznijmy od miejsca w którym to wszystko się zaczyna. Dostajesz się na studia, zanosisz dokumenty i przychodzi czas na odebranie legitymacji lub podpisanie jakiegoś papieru w dziekanacie. Tyle się nasłuchałeś o tych okropnych kobietach, o kolejkach, o ludziach, którzy mówią, że oni tylko na minutkę coś zostawić i wpychają się w kolejkę. Jak jest w rzeczywistości?
Różnie. Bazując na swoich doświadczeniach mogę powiedzieć, że już pierwsza wizyta nie była najprzyjemniejsza. Wchodzisz trzy minuty przed czasem do dziekanatu, a Pani każe ci wyjść i przyjść za trzy minuty. Zrozumiałabym to gdyby robiła coś istotnego lub nawet jadła śniadanie, bo to jej wolny czas, ale ona po prostu siedzi i patrzy się w ścianę. Moja koleżanka przyszła kilka minut po czasie i również nie została obsłużona. Można też zauważyć, że dziekanat ma dziwne godziny urzędowania. Na przykład robi sobie wolne poniedziałki, a w pozostałe dni tygodnia obsługuje między 9 a 12. Zważywszy, że zajęcia na studiach trwają różnie, można nie mieć wolnej chwili by do niego wbiec.
Czy są kolejki? Jedyna kolejka jaką spotkałam w tym miejscu była przy odbiorze legitymacji. Wiadomo, pierwszaki są lekko przerażone i wyczekują pod drzwiami na dużo przed czasem. Trzeba więc swoje odstać, ale to i tak nie jest jakaś tragedia. W późniejszym czasie raczej kolejek nie zastaniecie, o ile oczywiście macie USOSa. Gdy go nie ma, z kolejkami może być gorzej.
II. PANI PROFESOR VS PANI PROFESOR
O co tu chodzi, zapytacie. Sprawa jest szybka i klarowna. W liceum miano profesora przypada każdemu nauczycielowi, który tak na prawdę nie jest żadnym profesorem. Jego jedynym stopniem naukowym jest magister, jak już większość kuli ziemskiej. W moim liceum osobiście nie spotkałam się z takim nadużyciem. Mówiło się zwyczajnie- Proszę Pani, ale zdaję sobie sprawę, że wiele szkół średnich i wielu nauczycieli wymaga właśnie zwrotu- Pani Profesor.
Z kolei na studiach jest to już całkowicie normalne. Nie wszystko jest jednak tak proste. Nie do każdego możesz zwrócić się w ten sposób. Musisz mieć na uwadze, że tu obowiązuje prawdziwa zasada stopnia. Jeżeli ktoś jest profesorem to mówisz profesor, jeżeli doktorem to mówisz doktorze, jeżeli magistrem to mówisz magistrze. Myląc się możesz sobie zaszkodzić. Lepiej sprawdzić do kogo się zwracasz, bo o ile zawyżysz stopień to nikt cię raczej nie zje, to jak zaniżysz, możesz spotkać się z krzywymi spojrzeniami wykładowcy.
III. LEKCJA VS WYKŁAD I ĆWICZENIA
Podstawowa różnica to czas. Lekcja trwa 45 minut. Wiem, że wydaje ci się to wiecznością i ledwo umiesz wysiedzieć, ale uwierz mi, że półtorej godziny to jest dopiero droga przez mękę. To ile razy modliłam się o to by zajęcia trwały 45 minut tak jak w szkole, jest nie możliwe go zliczenia. Odlicza się każdą przemijającą minutę, a gdy zajęcia są wyjątkowo nudne, to nawet nie chcesz wiedzieć jak to wygląda. Już nawet internet przestaje wystarczać.
Kolejna różnica to przebieg tych zajęć. Lekcja- każdy wie jak wygląda. Z kolei wykłady to zwyczajne monologi ze strony wykładowcy. On mówi, ty słuchasz. Jeżeli o coś zapyta to przeważnie i tak nikt się nie odezwie. Możesz czuć się bezpieczny. Nikt nie wywoła się z tłumu 200 studentów. Nie musisz słuchać, nie musisz nawet być! Wspaniale, no nie? To oczywiście zależy od uczelni, ale na większości wykłady nie są obowiązkowe. UWAGA! Jeżeli trafi się przebiegły wykładowca, to możliwe, że któregoś razu powędruje lista i może się okazać, że nie będąc na wykładzie bardzo dużo cię ominęło. Osobiście uważam, że wykłady są przydatne (niektóre) i warto na nie uczęszczać. Idź na pierwsze, posłuchaj jakie jest zaliczenie, dowiedz się czy zaliczenie jest trudne i czy istotna jest treść z tych wykładów, a potem sam zdecyduj czy wolisz się wyspać czy zerwać się z rana. Jeżeli jednak masz iść na wykład, ale nic nie zanotować i siedzieć na telefonie, to myślę że nie ma to najmniejszego sensu. ( o ile oczywiście nie jest puszczona lista)
Ćwiczenia to całkiem inna bajka. Obowiązkowe, czasem nawet aż za bardzo. Bywają takie sytuacje, że nie macie możliwej żadnej nieobecności. Zajęcia natomiast wyglądają tak samo jak lekcje w szkole. Są w mniejszych, około 20-30 osobowych grupach i musicie być na nie przygotowani.
IV. MATURA VS SESJA
Chyba to jest to, na co czekacie czytając tego posta. Czym tak na prawdę jest sesja mogliście przeczytać w poście o słowniczku studenta. Teraz już bardziej skupimy się na samym przebiegu tych dwóch jakże stresujących wydarzeń.
Może zacznę od tego co uważam za gorsze, żeby trochę was postraszyć. Moim zdaniem sesja to zło wcielone, ale już tłumaczę dlaczego. Po pierwsze maturę piszecie z kilku przedmiotów. Przedmioty podstawowe czyli polski, matematyka i język obcy + coś ekstra. Ja na przykład pisałam biologię, chemię i polski rozszerzony. Cała wasza matura trwa około... 6-7 dni w zależności od tego ile rozszerzeń piszecie. Są to egzaminy pisemne i ustne, do których przygotowujecie się cały rok w szkole. Wszyscy wam o tym mówią, robią sprawdziany, powtórki, może chodzicie na korepetycje. Ostre powtórki zaczynacie około miesiąc przed, jak jest ktoś ambitniejszy to może wcześniej.
To jak z tą sesją? Otóż sesja obejmuje od 14 zaliczeń wzwyż. W późniejszych latach, pewnie mniej, ale będę odnosić się do pierwszego roku studiów. Teoretycznie trwa dwa tygodnie, w praktyce miesiąc. Dla porównania. Ja studiując pedagogikę zaczęłam swoją sesję letnią 22 maja, a moja koleżanka na psychologi coś koło 12 czerwca. Spora rozbieżność prawda? Ale dzięki temu ja miałam wszystko rozłożone w czasie. Wyszło to około 2 zaliczenia w tygodniu, ona miała za to 3 lub 4. W sesji możecie mieć nawet kilka egzaminów tego samego dnia, bo mało kogo interesuje, że musisz uczyć się na inne rzeczy, więc jednoczesna nauka na dwa czy trzy egzaminy nie będzie Ci obca. Dodatkowo sesja obejmuje zakres z pół roku nauki, jest jednak bardziej szczegółowa i dociekająca. Egzaminy mogą mieć różna formę. Ustną lub pisemną, test lub zadania otwarte, a czasem nawet idąc na egzamin nie masz pojęcia jak on będzie wyglądał. Kolejny fakt to to, że nie uczysz się z wyprzedzeniem ani systematycznie. Wiem, że idąc na studia obiecujesz sobie, że będziesz uczyć się z dnia na dzień, ale to niestety tak nie wygląda. Student ma przeważnie ciekawsze rzeczy do robienia niż nauka po każdych zajęciach. Dodatkowo na niekorzyść sesji działa to, że często nie ma z czego się uczyć. Jeżeli nie chodziłeś na wykłady, a twój rok nie jest zbytnio miły i pomocny to może się okazać, że masz niemały problem. Osobiście zawsze przekazuję swoje notatki jeżeli ktoś mnie o to poprosi, bo wiem, że i tak nikt nie zrozumie ich tak dobrze jak ja.
Sesja to kucie od rana do nocy. Budzisz się uczysz, idziesz na zajęcia, wracasz, uczysz się, idziesz spać. I tak w kółko. Przez bity miesiąc nie robisz nic innego.
Ale bez spiny! Są drugie terminy! I oczywiście trzecie, warunki i repety.
V. KARTKÓWKA VS WEJŚCIÓWKA
Szybko i na temat. Kartkówka obejmuje zakres z ubiegłych zajęć, z kolei wejściówka sprawdza wasze przygotowanie do zajęć, które dopiero się odbędą. Co jest trudniejsze? Ciężko mi stwierdzić. Na pierwszy roku nie miałam do czynienia z dużą ilością wejściówek. Przeszłam może przez 3, ale wszystkie zaliczyłam, więc myślę, że nie jest najgorzej. Pytania nie są zazwyczaj jakoś bardzo szczegółowe. Chcą tylko sprawdzić czy przeczytałeś tekst lub zrobiłeś jakieś zadanie, które było do przygotowania samodzielnie w domu.
VI. ZWOLNIENIE OD MAMUSI VS ZWOLNIENIE OD LEKARZA
Tu nie ma za dużo to mówienie. Na studiach nie przejdzie zwolnienie od mamy. Zresztą myślę, że mało komu przyszło by do głowy zanieść profesorowi karteczkę z treścią "Proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojego syna...". Przejdą wyłącznie zwolnienia lekarski i to nie zawsze!
VII. ILOŚĆ ZAJĘĆ
W szkole przeważnie siedzicie od 8 rano do 15-16. Macie przerwy krótsze i dłuższe. Wszystko zależy od szkoły. W wypadku studenta to wygląda trochę inaczej. Możecie wystartować o różnej porze. W poniedziałek o 8 rano, we wtorek o 13, a w środę na przykład o 17. W między czasie może wyskoczyć wam okienko które będzie trwało nawet do pięciu godzin i to jest całkiem normalne. Może być też tak, że jakiś dzień będziecie mieć wolny. W ten sposób ja na przykład miałam wolny każdy piątek i co dwa tygodnie czwartek, dzięki czemu miałam długi weekend. Wszystko zależy od studiów, wydziału i uczelni. Przerwy między jednymi, a drugimi zajęciami nie są jednak za długie jeżeli odbywają się one jedne po drugich. Jest to około 10-15 minut, czasem wystarcza to ledwo na przejście z budynku do budynku, a jeżeli wykładowca was przetrzyma nieco dłużej to możecie mieć nawet spóźnienie. Bo tak, zajęcia odbywają się w różnych budynkach. Są uczelnie, które mają swoje katedry nawet na różnych końcach miasta. W moim wypadku na szczęście jest to około 200 metrów do przejścia, co i tak nie jest największą przyjemnością w zimowe wieczory.
VIII. OCENY
Liceum- skala od 1 do 6/ zaliczenie od 2
Studia- skala od 2 do 5/ zaliczenie od 3
Na dziś to wszystko. Mam nadzieję, że nie czujecie się przestraszeni, a w waszych głowach trochę pojaśniało. Są rzeczy, które warto wiedzieć zanim wejdzie się w studencki świat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz