Czas na post z serii "Za co student kocha studia". Uznałam, że to może być dość ciekawe porównanie, szczególnie, że licealiści powielają dość utarte schematy. Wszyscy mówią "Matura to bzdura, będzie sesja to zobaczysz!" Albo "Panie w dziekanacie to jest dopiero zło wcielone" Czas na rozwianie wątpliwości z tych i innych kwestiach.
I. DZIEKANAT VS SEKRETARIAT
Zacznijmy od miejsca w którym to wszystko się zaczyna. Dostajesz się na studia, zanosisz dokumenty i przychodzi czas na odebranie legitymacji lub podpisanie jakiegoś papieru w dziekanacie. Tyle się nasłuchałeś o tych okropnych kobietach, o kolejkach, o ludziach, którzy mówią, że oni tylko na minutkę coś zostawić i wpychają się w kolejkę. Jak jest w rzeczywistości?
Różnie. Bazując na swoich doświadczeniach mogę powiedzieć, że już pierwsza wizyta nie była najprzyjemniejsza. Wchodzisz trzy minuty przed czasem do dziekanatu, a Pani każe ci wyjść i przyjść za trzy minuty. Zrozumiałabym to gdyby robiła coś istotnego lub nawet jadła śniadanie, bo to jej wolny czas, ale ona po prostu siedzi i patrzy się w ścianę. Moja koleżanka przyszła kilka minut po czasie i również nie została obsłużona. Można też zauważyć, że dziekanat ma dziwne godziny urzędowania. Na przykład robi sobie wolne poniedziałki, a w pozostałe dni tygodnia obsługuje między 9 a 12. Zważywszy, że zajęcia na studiach trwają różnie, można nie mieć wolnej chwili by do niego wbiec.
Czy są kolejki? Jedyna kolejka jaką spotkałam w tym miejscu była przy odbiorze legitymacji. Wiadomo, pierwszaki są lekko przerażone i wyczekują pod drzwiami na dużo przed czasem. Trzeba więc swoje odstać, ale to i tak nie jest jakaś tragedia. W późniejszym czasie raczej kolejek nie zastaniecie, o ile oczywiście macie USOSa. Gdy go nie ma, z kolejkami może być gorzej.
II. PANI PROFESOR VS PANI PROFESOR
O co tu chodzi, zapytacie. Sprawa jest szybka i klarowna. W liceum miano profesora przypada każdemu nauczycielowi, który tak na prawdę nie jest żadnym profesorem. Jego jedynym stopniem naukowym jest magister, jak już większość kuli ziemskiej. W moim liceum osobiście nie spotkałam się z takim nadużyciem. Mówiło się zwyczajnie- Proszę Pani, ale zdaję sobie sprawę, że wiele szkół średnich i wielu nauczycieli wymaga właśnie zwrotu- Pani Profesor.
Z kolei na studiach jest to już całkowicie normalne. Nie wszystko jest jednak tak proste. Nie do każdego możesz zwrócić się w ten sposób. Musisz mieć na uwadze, że tu obowiązuje prawdziwa zasada stopnia. Jeżeli ktoś jest profesorem to mówisz profesor, jeżeli doktorem to mówisz doktorze, jeżeli magistrem to mówisz magistrze. Myląc się możesz sobie zaszkodzić. Lepiej sprawdzić do kogo się zwracasz, bo o ile zawyżysz stopień to nikt cię raczej nie zje, to jak zaniżysz, możesz spotkać się z krzywymi spojrzeniami wykładowcy.
III. LEKCJA VS WYKŁAD I ĆWICZENIA
Podstawowa różnica to czas. Lekcja trwa 45 minut. Wiem, że wydaje ci się to wiecznością i ledwo umiesz wysiedzieć, ale uwierz mi, że półtorej godziny to jest dopiero droga przez mękę. To ile razy modliłam się o to by zajęcia trwały 45 minut tak jak w szkole, jest nie możliwe go zliczenia. Odlicza się każdą przemijającą minutę, a gdy zajęcia są wyjątkowo nudne, to nawet nie chcesz wiedzieć jak to wygląda. Już nawet internet przestaje wystarczać.
Kolejna różnica to przebieg tych zajęć. Lekcja- każdy wie jak wygląda. Z kolei wykłady to zwyczajne monologi ze strony wykładowcy. On mówi, ty słuchasz. Jeżeli o coś zapyta to przeważnie i tak nikt się nie odezwie. Możesz czuć się bezpieczny. Nikt nie wywoła się z tłumu 200 studentów. Nie musisz słuchać, nie musisz nawet być! Wspaniale, no nie? To oczywiście zależy od uczelni, ale na większości wykłady nie są obowiązkowe. UWAGA! Jeżeli trafi się przebiegły wykładowca, to możliwe, że któregoś razu powędruje lista i może się okazać, że nie będąc na wykładzie bardzo dużo cię ominęło. Osobiście uważam, że wykłady są przydatne (niektóre) i warto na nie uczęszczać. Idź na pierwsze, posłuchaj jakie jest zaliczenie, dowiedz się czy zaliczenie jest trudne i czy istotna jest treść z tych wykładów, a potem sam zdecyduj czy wolisz się wyspać czy zerwać się z rana. Jeżeli jednak masz iść na wykład, ale nic nie zanotować i siedzieć na telefonie, to myślę że nie ma to najmniejszego sensu. ( o ile oczywiście nie jest puszczona lista)
Ćwiczenia to całkiem inna bajka. Obowiązkowe, czasem nawet aż za bardzo. Bywają takie sytuacje, że nie macie możliwej żadnej nieobecności. Zajęcia natomiast wyglądają tak samo jak lekcje w szkole. Są w mniejszych, około 20-30 osobowych grupach i musicie być na nie przygotowani.
IV. MATURA VS SESJA
Chyba to jest to, na co czekacie czytając tego posta. Czym tak na prawdę jest sesja mogliście przeczytać w poście o słowniczku studenta. Teraz już bardziej skupimy się na samym przebiegu tych dwóch jakże stresujących wydarzeń.
Może zacznę od tego co uważam za gorsze, żeby trochę was postraszyć. Moim zdaniem sesja to zło wcielone, ale już tłumaczę dlaczego. Po pierwsze maturę piszecie z kilku przedmiotów. Przedmioty podstawowe czyli polski, matematyka i język obcy + coś ekstra. Ja na przykład pisałam biologię, chemię i polski rozszerzony. Cała wasza matura trwa około... 6-7 dni w zależności od tego ile rozszerzeń piszecie. Są to egzaminy pisemne i ustne, do których przygotowujecie się cały rok w szkole. Wszyscy wam o tym mówią, robią sprawdziany, powtórki, może chodzicie na korepetycje. Ostre powtórki zaczynacie około miesiąc przed, jak jest ktoś ambitniejszy to może wcześniej.
To jak z tą sesją? Otóż sesja obejmuje od 14 zaliczeń wzwyż. W późniejszych latach, pewnie mniej, ale będę odnosić się do pierwszego roku studiów. Teoretycznie trwa dwa tygodnie, w praktyce miesiąc. Dla porównania. Ja studiując pedagogikę zaczęłam swoją sesję letnią 22 maja, a moja koleżanka na psychologi coś koło 12 czerwca. Spora rozbieżność prawda? Ale dzięki temu ja miałam wszystko rozłożone w czasie. Wyszło to około 2 zaliczenia w tygodniu, ona miała za to 3 lub 4. W sesji możecie mieć nawet kilka egzaminów tego samego dnia, bo mało kogo interesuje, że musisz uczyć się na inne rzeczy, więc jednoczesna nauka na dwa czy trzy egzaminy nie będzie Ci obca. Dodatkowo sesja obejmuje zakres z pół roku nauki, jest jednak bardziej szczegółowa i dociekająca. Egzaminy mogą mieć różna formę. Ustną lub pisemną, test lub zadania otwarte, a czasem nawet idąc na egzamin nie masz pojęcia jak on będzie wyglądał. Kolejny fakt to to, że nie uczysz się z wyprzedzeniem ani systematycznie. Wiem, że idąc na studia obiecujesz sobie, że będziesz uczyć się z dnia na dzień, ale to niestety tak nie wygląda. Student ma przeważnie ciekawsze rzeczy do robienia niż nauka po każdych zajęciach. Dodatkowo na niekorzyść sesji działa to, że często nie ma z czego się uczyć. Jeżeli nie chodziłeś na wykłady, a twój rok nie jest zbytnio miły i pomocny to może się okazać, że masz niemały problem. Osobiście zawsze przekazuję swoje notatki jeżeli ktoś mnie o to poprosi, bo wiem, że i tak nikt nie zrozumie ich tak dobrze jak ja.
Sesja to kucie od rana do nocy. Budzisz się uczysz, idziesz na zajęcia, wracasz, uczysz się, idziesz spać. I tak w kółko. Przez bity miesiąc nie robisz nic innego.
Ale bez spiny! Są drugie terminy! I oczywiście trzecie, warunki i repety.
V. KARTKÓWKA VS WEJŚCIÓWKA
Szybko i na temat. Kartkówka obejmuje zakres z ubiegłych zajęć, z kolei wejściówka sprawdza wasze przygotowanie do zajęć, które dopiero się odbędą. Co jest trudniejsze? Ciężko mi stwierdzić. Na pierwszy roku nie miałam do czynienia z dużą ilością wejściówek. Przeszłam może przez 3, ale wszystkie zaliczyłam, więc myślę, że nie jest najgorzej. Pytania nie są zazwyczaj jakoś bardzo szczegółowe. Chcą tylko sprawdzić czy przeczytałeś tekst lub zrobiłeś jakieś zadanie, które było do przygotowania samodzielnie w domu.
VI. ZWOLNIENIE OD MAMUSI VS ZWOLNIENIE OD LEKARZA
Tu nie ma za dużo to mówienie. Na studiach nie przejdzie zwolnienie od mamy. Zresztą myślę, że mało komu przyszło by do głowy zanieść profesorowi karteczkę z treścią "Proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojego syna...". Przejdą wyłącznie zwolnienia lekarski i to nie zawsze!
VII. ILOŚĆ ZAJĘĆ
W szkole przeważnie siedzicie od 8 rano do 15-16. Macie przerwy krótsze i dłuższe. Wszystko zależy od szkoły. W wypadku studenta to wygląda trochę inaczej. Możecie wystartować o różnej porze. W poniedziałek o 8 rano, we wtorek o 13, a w środę na przykład o 17. W między czasie może wyskoczyć wam okienko które będzie trwało nawet do pięciu godzin i to jest całkiem normalne. Może być też tak, że jakiś dzień będziecie mieć wolny. W ten sposób ja na przykład miałam wolny każdy piątek i co dwa tygodnie czwartek, dzięki czemu miałam długi weekend. Wszystko zależy od studiów, wydziału i uczelni. Przerwy między jednymi, a drugimi zajęciami nie są jednak za długie jeżeli odbywają się one jedne po drugich. Jest to około 10-15 minut, czasem wystarcza to ledwo na przejście z budynku do budynku, a jeżeli wykładowca was przetrzyma nieco dłużej to możecie mieć nawet spóźnienie. Bo tak, zajęcia odbywają się w różnych budynkach. Są uczelnie, które mają swoje katedry nawet na różnych końcach miasta. W moim wypadku na szczęście jest to około 200 metrów do przejścia, co i tak nie jest największą przyjemnością w zimowe wieczory.
VIII. OCENY
Liceum- skala od 1 do 6/ zaliczenie od 2
Studia- skala od 2 do 5/ zaliczenie od 3
Na dziś to wszystko. Mam nadzieję, że nie czujecie się przestraszeni, a w waszych głowach trochę pojaśniało. Są rzeczy, które warto wiedzieć zanim wejdzie się w studencki świat.
niedziela, 23 lipca 2017
środa, 19 lipca 2017
Sesja, kolokwium, zaliczenie, wejściówka, dziekanat...- czyli słowniczek studenta
DZIEKANAT- miejsce w którym każdy z nas będzie pojawiał się minimum dwa razy do roku by podbić legitymację studencką. Niektórzy oczywiście częściej. Dziekanat działa na zasadzie szkolnego sekretariatu. Niezbyt przyjemne panie, kolejki, dużo czekania. Czyli tak jak cała Polska biurokracja. Załatwicie tam wszystko co tylko sobie wyśnicie, choć sny o dziekanacie nie powinny mieć miejsca... Legitymacja, wnioski o stypendia, skargi, zażalenia, a w razie jak powinie ci się noga to i wniosek o wpis warunkowy.
USOS- jak twierdzą studenci, samo zło. Osobiście nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, bo USOS to bardzo pomocna sprawa. Działa na zasadzie dziennika elektronicznego. Zastępuje indeksy i właśnie on skraca kolejki w dziekanacie! Dzięki temu tworowi oceny pojawiają się w internecie, a ty nie musisz stać w kolejce po wpis. Ma też jednak swoje minusy. Niektóre kierunki, uczelnie czy wydziały mają możliwość indywidualnego układania planu przez studenta. Pomyślisz super! Wcale nie. Przeciążenie strony gdy wybije godzina zero. Kliknąłeś o czasie, ale 30 osób było szybszych i twoja grupa jest pełna, a ty zostajesz na lodzie, bo dwa przedmioty nakładają ci się w tym samym czasie.
KOLOKWIUM- zaliczenie z ćwiczeń w formie najczęściej testu lub zadań otwartych. Niezaliczone uniemożliwia podejście do egzaminu.
EGZAMIN- zaliczenie z wykładów. Twierdzi się, że trudniejsze, chociaż nie zawsze. Jeżeli w waszym programie nauczania pojawiają się 3 egzaminy jako forma zaliczenia przedmiotu, to oznacza, że 3 egzaminy odbędą się w sesję. Teoretycznie. W praktyce bywa różnie.
ZALICZENIE NA OCENĘ- może być i z ćwiczeń i z wykładów. Jeżeli jest z wykładów to najczęściej i tak wygląda jak egzamin, tyle że odbywa się przed sesją. Jeżeli z ćwiczeń to może przybierać różne formy: kolokwium, projekt, prezentacja, aktywność, referat. Cokolwiek co wymysli sobie twój prowadzący.
SESJA- okres przypadający dwa razy do roku, po każdym semestrze. Trwa dwa tygodnie i w tym czasie odbywają się egzaminy. Kolejna zmora studenta.
WEJŚCIÓWKA- najniższa rangą jeżeli chodzi o wszelkie typy wymienione powyżej. Na zasadzie kartkówki, ale z materiału do przodu, a nie ubiegłego.
TERMIN ZEROWY- coś o co studenci błagają. Termin zerowy jest terminem dodatkowym, który może się odbyć, ale nie musi. Bywa, że zapraszani na niego są tylko studenci, którzy sobie na to zasłużyli, bo np. chodzili na wszystkie wykłady, brali udział w jakimś przedsięwzięciu, ale może być też dla całego roku. Jeżeli nie zdacie takiej zerówki, to nie szkodzi. W USOSie nie pojawi się czerwony łabędź i możecie przystąpić do pierwszego terminu. Zawsze mówię, że warto pójść na zerówkę,, nawet gdy nic nie umiesz i zobaczyć jak wyglądają pytania.
DZIEKAN- stoi na czele twojego wydziału
REKTOR- główny dowodzący całą uczelnią i wszystkimi dziekanami.
STAROSTA- każdy rok wybiera swojego starostę. Robicie to drogą głosowania, typowania lub jakąkolwiek inną. Najczęściej na starostę nie ma chętnych. Taka osoba jest odpowiedzialna za załatwianie wszystkich spraw, które są w interesie roku. Umawia terminy egzaminów, walczy o terminy zerowe, poprawki, poprawy popraw, pisze maile do prowadzących. Wybierzcie mądrze! Bo dobry starosta to dobre stosunki z wykładowcami.
KSERO- zakładam, że wiecie czym jest punkt ksero. Na kampusie będzie ich od groma. Na każdym wydziale, na każdej ulicy. I nie chcę tutaj drwić z was umieszczając ksero w naszym słowniczku. Chodzi mi bardziej o zwrócenie uwagi na znaczenie tego pięknego miejsca. Uwierzcie, że będziecie tam stałymi bywalcami.
USOS- jak twierdzą studenci, samo zło. Osobiście nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, bo USOS to bardzo pomocna sprawa. Działa na zasadzie dziennika elektronicznego. Zastępuje indeksy i właśnie on skraca kolejki w dziekanacie! Dzięki temu tworowi oceny pojawiają się w internecie, a ty nie musisz stać w kolejce po wpis. Ma też jednak swoje minusy. Niektóre kierunki, uczelnie czy wydziały mają możliwość indywidualnego układania planu przez studenta. Pomyślisz super! Wcale nie. Przeciążenie strony gdy wybije godzina zero. Kliknąłeś o czasie, ale 30 osób było szybszych i twoja grupa jest pełna, a ty zostajesz na lodzie, bo dwa przedmioty nakładają ci się w tym samym czasie.
KOLOKWIUM- zaliczenie z ćwiczeń w formie najczęściej testu lub zadań otwartych. Niezaliczone uniemożliwia podejście do egzaminu.
EGZAMIN- zaliczenie z wykładów. Twierdzi się, że trudniejsze, chociaż nie zawsze. Jeżeli w waszym programie nauczania pojawiają się 3 egzaminy jako forma zaliczenia przedmiotu, to oznacza, że 3 egzaminy odbędą się w sesję. Teoretycznie. W praktyce bywa różnie.
ZALICZENIE NA OCENĘ- może być i z ćwiczeń i z wykładów. Jeżeli jest z wykładów to najczęściej i tak wygląda jak egzamin, tyle że odbywa się przed sesją. Jeżeli z ćwiczeń to może przybierać różne formy: kolokwium, projekt, prezentacja, aktywność, referat. Cokolwiek co wymysli sobie twój prowadzący.
SESJA- okres przypadający dwa razy do roku, po każdym semestrze. Trwa dwa tygodnie i w tym czasie odbywają się egzaminy. Kolejna zmora studenta.
WEJŚCIÓWKA- najniższa rangą jeżeli chodzi o wszelkie typy wymienione powyżej. Na zasadzie kartkówki, ale z materiału do przodu, a nie ubiegłego.
TERMIN ZEROWY- coś o co studenci błagają. Termin zerowy jest terminem dodatkowym, który może się odbyć, ale nie musi. Bywa, że zapraszani na niego są tylko studenci, którzy sobie na to zasłużyli, bo np. chodzili na wszystkie wykłady, brali udział w jakimś przedsięwzięciu, ale może być też dla całego roku. Jeżeli nie zdacie takiej zerówki, to nie szkodzi. W USOSie nie pojawi się czerwony łabędź i możecie przystąpić do pierwszego terminu. Zawsze mówię, że warto pójść na zerówkę,, nawet gdy nic nie umiesz i zobaczyć jak wyglądają pytania.
DZIEKAN- stoi na czele twojego wydziału
REKTOR- główny dowodzący całą uczelnią i wszystkimi dziekanami.
STAROSTA- każdy rok wybiera swojego starostę. Robicie to drogą głosowania, typowania lub jakąkolwiek inną. Najczęściej na starostę nie ma chętnych. Taka osoba jest odpowiedzialna za załatwianie wszystkich spraw, które są w interesie roku. Umawia terminy egzaminów, walczy o terminy zerowe, poprawki, poprawy popraw, pisze maile do prowadzących. Wybierzcie mądrze! Bo dobry starosta to dobre stosunki z wykładowcami.
KSERO- zakładam, że wiecie czym jest punkt ksero. Na kampusie będzie ich od groma. Na każdym wydziale, na każdej ulicy. I nie chcę tutaj drwić z was umieszczając ksero w naszym słowniczku. Chodzi mi bardziej o zwrócenie uwagi na znaczenie tego pięknego miejsca. Uwierzcie, że będziecie tam stałymi bywalcami.
sobota, 15 lipca 2017
Podsumowanie: I ROK
Dziś przyszedł czas na podsumowanie pierwszego roku studiów od takiej stricte "naukowej" strony. Powiemy o przedmiotach, zaliczeniach, egzaminach, trochę o sesji i moich własnych przemyśleniach na ten temat. Zapraszam do lektury!
Przedmioty jakie w tym roku odbyły się:
SEMESTR ZIMOWY (I)
Przedmioty jakie w tym roku odbyły się:
SEMESTR ZIMOWY (I)
- Wprowadzenie do socjologii-wykład
- Wprowadzenie do psychologii- wykład i ćwiczenia
- Wprowadzenie do filozofii- wykład
- Etyka dla pedagoga- konwersatorium
- Warsztat pracy studenta- ćwiczenia
- Technologie informacyjne- wykład i ćwiczenia
- Pedagogika ogólna- wykład i ćwiczenia
- Biomedyczne podstawy rozwoju i wychowania- wykład i ćwiczenia
Daje nam to: 12 przedmiotów i 290 godzin zajęć.
SEMESTR LETNI (II)
- Historia wychowania- wykład i ćwiczenia
- Metodologia badań społecznych- wykład i ćwiczenia
- Psychologia społeczna- wykład i ćwiczenia
- Socjologia wychowania- wykład i ćwiczenia
- Teoria kształcenia- wykład i ćwiczenia
- Teoria wychowania- wykład i ćwiczenia
- Wprowadzenie do edukacji dorosłych- wykład
Co daje: 13 przedmiotów i 300 godzin zajęć.
Oczywiście przedmioty te nie muszą pojawić się na każdej uczelni w tym samym czasie. Ba! One w ogóle mogą się nie pojawić. Dlatego też nie będę ich dokładnie opisywać. Opowiem wam tylko o tych bardziej interesujących lub zwyczajnie w świecie trudniejszych.
Jeżeli chodzi o pierwszy semestr to wszystko było dla mnie nowe. Na początku nie zwracałam uwagi na przedmioty, a bardziej na cały system panujący na studiach, jak to wszystko przebiega i jak działa. Idziesz na studia i myślisz: "Będę się uczyć tego co chcę! Super!". Tak na prawdę to się mija z prawdą. Większość przedmiotów w pierwszym semestrze to tak zwana "zapchaj dziura"- nic nie wnosi, a trzeba to zdać. Często te przedmioty są nawet cięższe niż te bardziej przydatne na naszym kierunku. Tak jest jednak wszędzie więc się nie przejmuj i po prostu przebrnij przez to.
W moim wypadku najtrudniejszym egzaminem okazała się psychologia. To był przedmiot, który miał zdecydowanie najwięcej materiału do opanowania i to ciężko przyswajalnego. Mimo to lubiłam psychologię, uczęszczałam na nią w miarę regularnie i robiłam własne notatki, które zdecydowanie pomogły mi w późniejszej nauce- o sposobach nauki do sesji też na pewno pojawi się tu jakiś wpis.
Zdecydowanie mniej przyjemnie wspominam zajęcia z pedagogiki ogólnej. Kolokwium zaliczeniowe z ćwiczeń skończyło się u mnie klapą i bez poprawki się nie obeszło. Na szczęście tylko ten jeden przedmiot musiałam poprawiać. Z kolei wykłady były całkiem przystępne i rzeczowe.
Pozostałe przedmioty nie są tak na prawdę warte głębszych przemyśleń. Zaliczenie ich nie jest piekielnie trudne- no może prócz wprowadzenia do socjologii.
Drugi semestr upłynął mi zdecydowanie pod znakiem historii wychowania. Był zdecydowanie bardziej stresujący, męczący i zwyczajnie trudniejszy to przejścia. Było na prawdę nie wiele przedmiotów przed których wynikami byłabym spokojna. Ostatecznie jednak zawsze byłam miło zaskoczona i obyło się bez kampanii wrześniowej, dzięki czemu mogę cieszyć się długimi wakacjami.
Tak jak wspomniałam- Historia wychowania budziła strach w oczach wszystkich studentów pierwszego roku. Już ćwiczenia, które wymagały systematycznego przygotowywania się do zajęć, były przez niektórych wyklinane. Osobiście lubiłam te ćwiczenia, bo systematyczna nauka zdecydowanie sprzyja późniejszemu kolokwium, a jak wiadomo jak student musi sam siebie przypilnować to zwyczajnie nic nie zrobi. Nie będę kłamać, sporo osób oblało pierwszy termin, bo około 2/3 roku. Drugi poszedł nieco lepiej, ale potem nadszedł czas na egzamin i tu zaczęły się schody. Kiedy słyszysz pierwszy raz na studiach hasło "egzamin ustny" to ciśnienie krwi automatycznie ci podskakuje. Tak też było w moim wypadku. Materiału było tyle, że człowiek uginał się pod ciężarem notatek i książek (których ostatecznie chyba i tak nikt nie przeczytał). Dodatkowo nikt nie uczy się na wykłady systematycznie, więc nauka miesiąc przed była musem. Jeżeli ktoś zaczynał później to zwyczajnie mógł nie zdążyć z ilością materiału, no chyba, że był geniuszem i nie spał całe noce i dnie.
Czy dużo osób oblało? Sporo. Z tego co się orientuję, to na prawdę dużo. Nie oznacza to jednak, że się nie przygotowali. Można było umieć i nie zdać, od tak, bo egzaminator miał dość po 20 osobach, więc kolejne 20 szło na odstrzał. Dziękuję Bogu, że znajduję się w początkowej części alfabetu.
Egzamin z teorii wychowania, również ustny, przebiegał w sposób podobny.
Reszta przedmiotów to była zwyczajna loteria, uda się lub się nie uda, a po każdym kolejnym zdanym egzaminie, miałam ochotę zagrać w grę losową.
Pierwszy rok to zdecydowanie rok nowości. Wchodzimy do nowego świata, bo jednak liceum i technikum to całkowicie inna rzeczywistość, o czym na pewno też niedługo opowiem. Niezmiernie się cieszę, że mam to już za sobą, ale wiem, że im dalej w las tym więcej drzew, a to wcale nie oznacza, że będzie lżej.
piątek, 14 lipca 2017
Zacznijmy naszą przygodę!
Jeżeli tu zawitałeś to znaczy, że pedagogika jest lub będzie twoim przyszłym, życiowym wyborem. Jeżeli chcesz się dowiedzieć czy trafionym to niestety, ale Ci nie pomogę. Jeżeli chcesz jednak dowiedzieć się jak wyglądają polskie realia na uniwersytecie, posłuchać kilku ciepłych rad, lub po prostu porównać czy u Ciebie faktycznie też to funkcjonuje to serdecznie zapraszam do dalszej lektury!
Na dniach pojawi się post, w którym podsumuję mój rok studenckiego życia. Opowiem trochę o tym czy to faktycznie wygląda tak jak wszyscy mówią, czy te osławione legendy to prawda?
Ale dziś przedstawię Wam trochę bliżej moją osobę.
Wiem, że moje imię, nazwisko, miejsce zamieszkania czy imię panieńskie matki nie są wam do niego szczególnie potrzebne i zapewne są mało interesującymi informacjami, więc pominiemy ten aspekt mojej opowieści.
To co musicie wiedzieć to:
Na dniach pojawi się post, w którym podsumuję mój rok studenckiego życia. Opowiem trochę o tym czy to faktycznie wygląda tak jak wszyscy mówią, czy te osławione legendy to prawda?
Ale dziś przedstawię Wam trochę bliżej moją osobę.
Wiem, że moje imię, nazwisko, miejsce zamieszkania czy imię panieńskie matki nie są wam do niego szczególnie potrzebne i zapewne są mało interesującymi informacjami, więc pominiemy ten aspekt mojej opowieści.
To co musicie wiedzieć to:
- Studiuję pedagogikę (gdybyście jeszcze nie zauważyli jaki tytuł nosi blog)
- Aktualnie zakończyłam pierwszy rok
- Studiuję dziennie, wydaje mi się że jest to dość istotna kwestia
- W trakcie studiów pomieszkuję w akademiku, więc i o tym wam trochę opowiem. Może zachęcę, a może zniechęcę?
- Jeżeli chodzi o liceum i tamte czasy- nie byłam na profilu humanistycznym i jestem żywym dowodem na to, że mało ważne jest to w jakiej klasie jesteście w liceum, bo jak widać nawet po biol-chemie możecie wylądować na pedagogice
- Nazwa mojego uniwersytetu pozostanie tajemnicą, przynajmniej do czasu ukończenia tych studiów
- Nie jestem specem w ortografii i interpunkcji. Popełniam bardzo dużo błędów w tych dziedzinach, więc proszę nie bijcie gdy gdzieś zabraknie przecinka. Staram się jak mogę
I tyle słowa na dziś. Kolejna aktualizacja na dniach, możliwe że szybciej niż sama bym się tego spodziewała xxx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)